---------------------------------------------------------------------------------
Minęły dwa tygodnie, podczas których rzuciłam się w wir pracy, by jak najrzadziej widywać Rona. Od czasu przyjęcia między nami się nie układało. Nawzajem się unikaliśmy. Coraz częściej się zastanawiałam, jak to będzie po ślubie. Jak długo wytrzymamy? Czy będziemy się mijać przez kolejne pięćdziesiąt lat, żeby się nie kłócić? A może Ron miał rację? Może byłam idiotką, wierząc w przemianę Malfoya? Nie mogłam tak myśleć teraz, gdy się tak dobrze dogadywaliśmy. Ale musiałam doprowadzić swój związek do zgody.
Był 19 września, moje dwudzieste dziewiąte urodziny. Chciałam uniknąć wielkiej imprezy, ale Blaise zarządził "małe spotkanie" u siebie w domu. Broniłam się rękami i nogami, dopóki szatyna nie poparła moja najlepsza przyjaciółka. Obiecała zaprosić wszystkich znajomych ze szkoły. Jakoś za dobrze się zgrali, jak na mój gust.
Na godzinę przed przyjęciem suszyłam włosy, jednocześnie myjąc zęby. Ron chodził to po pokoju, to po łazience. Był jakiś dziwnie nieswój. Cały czas miałam wrażenie, że coś chce mi powiedzieć. Na pewno chce przeprosić - pomyślałam, patrząc na jego odbicie w ogromnym lustrze. Gdy tylko chłopak opuścił zajmowane przeze mnie pomieszczenie, zamknęłam drzwi na klucz i zaczęłam wkładać naszykowane wcześniej sukienkę, buty i biżuterię.Zrobiłam mocny makijaż. Na chwilę przed 20 weszłam do sypialni. Siedzący na fotelu Ron, nawet na mnie nie spojrzał. Westchnęłam ciężko i chwyciłam torebkę.
- Rusz się, Ron, bo się zaraz spóźnimy.
Chłopak nadal milczał. Pozostał w tej samej pozycji, co dwie minuty wcześniej. Zaczęłam się martwić, że coś się stało w pracy. Weasley wydawał się być zagubiony. Podeszłam do niego i położyłam jedna dłoń na ramieniu narzeczonego. Drgnął niespokojnie i odepchnął moją rękę. Poczułam się okropnie.
- Stało się coś? - Spytałam łamiącym się głosem.
- Oczywiście, że nie - odparł rudzielec. Jego nastrój diametralnie się zmienił. Z głębokiego zamyślenia w przypływ entuzjazmu. Dobrze wiedziałam, że to tylko na pokaz. W moim sercu czaił się żal do ukochanego. Nie wiedziałam, dlaczego mnie tak traktował.
- Czy tak ma wyglądać reszta naszego życia? - Wypowiedziałam na głos pytanie, które dręczyło mnie od wielu dni. Dopiero teraz uświadomiłam sobie, jak wiele dzieli mnie i Rona, a mimo to zależy mi, by z nim być. Kochałam go. Był moją pierwszą prawdziwą miłością i nie wyobrażałam sobie życia bez niego. - Ron, czy już zawsze będziemy żyć obok siebie, a nie ze sobą? Będziemy się mijać w kuchni, mówiąc sobie zdawkowane "cześć" nie okazując przy tym żadnych uczuć? Ja tak nie chcę.
- I nigdy tak nie będzie - zapewnił Weasley. Objął mnie zaborczo w pasie i pocałował. Chwilę później teleportowaliśmy się do domu Blaise'a. Powoli i z uśmiechem przeszłam przez szklane drzwi. W środku bawili się głównie Gryfoni z mojego rocznika i kilku innych znajomych z Hogwartu. Dostrzegłam Lunę z Nevillem w kącie pokoju. Byli szczęśliwi jako para i po części im tego zazdrościłam. Po drugiej stronie Dean wesoło rozmawiał z Parvati i Seamusem Finniganami. Oni również nie sprawiali wrażenie zadowolonych z życia. Dean, który był drugim mężem Ginny, nie sprawiał wrażenia załamanego. Rozstali się cztery lata temu i był to najdłuższy związek ich obojga. Do dziś się nie dowiedziałam, co ich podzieliło. Nie miałam jednak czasu na zastanawianie się, bo do mnie podbiegła niska dziewczyna z burzą blond włosów w groszkowej opasce.
- Hermiona! - Pod wpływem uścisku omal nie upadłam. - Mionka, tyle czasu się nie widziałyśmy. Trzeba to nadrobić. W końcu jesteśmy przyjaciółkami. A wogóle, to wszystkiego najlepszego! - Lavender wcisnęła mi do reki niewielką paczuszkę. Otworzyłam ją. W środku były perfumy. Lawendowe.
- Dziękuję, Lav - odparłam sucho, gdy wreszcie blondynka dała mi dojść do słowa.
Nie rozumiałam do końca, co ona tu robiła. Stwierdzenie, że za nią nie przepadałam byłoby niedopatrzeniem. A ona śmiała twierdzić, że jesteśmy przyjaciółkami. Ostatni raz spotkałyśmy się trzy lata temu w Dziurawym Kotle i to przypadkowo. Wtedy bardzo chciałam wyjść z baru i uwolnić się od tej pustej lalki. Teraz również.
- Nawet nie wiesz, jak bardzo się cieszę, że wreszcie się spotykamy. Od ostatniego raz minęło tyle czas. Opowiadaj, co tam u ciebie?
Ron wydawał się być spięty, a jego dłoń coraz mocniej zaciskała się na moim biodrze. Jak widać, nie tylko mnie denerwowała gadanina Brown. Eks Weasleya co chwilę na niego zerkała zalotnie. Powinno mnie to dziwić, ale ona zawsze miała takie spojrzenie. Starałam się zachować spokój, mimo, iż chciałam się stąd jak najszybciej wyrwać.
- Lav, miło było cię spotkać, ale muszę pilnie znaleźć Harry'ego.
Moja wymówka była żałosna. Dobrze o tym wiedziałam, ale nie mogłam już słuchać czczej paplaniny blondynki. Uciekłam, zostawiając dwoje byłych Gryfonów razem. Po kilkunastu minutach wysłuchiwania życzeń, odbierania prezentów i opowiadania o swoim życiu, znalazłam czarnowłosego przyjaciela. Na mój widok twarz bruneta rozjaśnił uśmiech.
- Dowiedziałeś się czegoś? - Spytałam prosto z mostu.
- Herm, nawet w swoje urodziny musisz myśleć o pracy? -Zaśmiał się chłopak.
- Harry, ja ma prawie trzydzieści lat. Jeśli teraz nie pomyślę o pracy, to kiedy? Poza tym na imprezy miałam czas kilkanaście lat temu. Lepiej mów, czy się czegoś dowiedziałeś? - Ponagliłam.
Potter pokręcił głową ze zrezygnowaniem.
- Niestety. John ma objawy niczym ofiara Cruciatusa, ale nie dotarło do nas zgłoszenie o użyciu Zaklęć Niewybaczalnych.
- Czyli to wykluczamy. Nie znam zaklęcia działającego w ten sposób.
- Ja też nie. Przykro mi, Hermiono - w oczach przyjaciela ujrzałam prawdę i smutek. Żałował, że nie mógł pomóc koledze po fachu. Ja też chwilowo miałam związane ręce.
- No cóż - mruknęłam.- Będę nad tym pracować dalej.
- Nie mówmy dziś o pracy - wesoły Blaise zaczął odciągać mnie od Pottera. - Hermi, goście chcą już śpiewać "Sto Lat". Gdzie twój rudziasty chłopak?
Rozejrzałam się wokół. Gdzieś tu powinien być - pomyślałam. Ale nie odszukałam go wzrokiem.
- Znajdę go - zapewniłam wyswobadzając się z uścisku szatyna. Pierwszą propozycją, gdzie może być narzeczony, był ogród. Tam też postanowiłam najpierw pójść. Dotarłam do szklanych drzwi i delikatnie je uchyliłam. Już od progu dobiegły mnie czyjeś ciche, podekscytowane głosy. Nie ujawniając swojej obecności, zaczęłam się przysłuchiwać rozmowie pary.
- Już jej powiedziałeś? - Spytała kobieta.
- Skarbie, zrobię to jeszcze dziś - oznajmił tyczkowaty mężczyzna. W ciemności nie widziałam jego twarzy, tylko zarys sylwetki. - Już niedługo będziemy razem. Obiecuję.
Para złączyła się w namiętnym pocałunku. Przesunęli się na tyle, że zdążyłam ujrzeć skrawek ich twarzy. Mrugnęłam kilka razy powiekami, bo wydawało mi się, że mam przywidzenia. Nie chciałam, żeby to była prawda, ale dowód miałam jak na dłoni. Ostatnie kilka miesięcy przewinęło mi się przed oczami, a ostatnia scena, jednocześnie rozgrywająca się przede mną, była dla mnie szokiem.
- Ron? - Spytałam głucho, tępo patrząc w przestrzeń za dwojgiem ludzi.
Był 19 września, moje dwudzieste dziewiąte urodziny. Chciałam uniknąć wielkiej imprezy, ale Blaise zarządził "małe spotkanie" u siebie w domu. Broniłam się rękami i nogami, dopóki szatyna nie poparła moja najlepsza przyjaciółka. Obiecała zaprosić wszystkich znajomych ze szkoły. Jakoś za dobrze się zgrali, jak na mój gust.
Na godzinę przed przyjęciem suszyłam włosy, jednocześnie myjąc zęby. Ron chodził to po pokoju, to po łazience. Był jakiś dziwnie nieswój. Cały czas miałam wrażenie, że coś chce mi powiedzieć. Na pewno chce przeprosić - pomyślałam, patrząc na jego odbicie w ogromnym lustrze. Gdy tylko chłopak opuścił zajmowane przeze mnie pomieszczenie, zamknęłam drzwi na klucz i zaczęłam wkładać naszykowane wcześniej sukienkę, buty i biżuterię.Zrobiłam mocny makijaż. Na chwilę przed 20 weszłam do sypialni. Siedzący na fotelu Ron, nawet na mnie nie spojrzał. Westchnęłam ciężko i chwyciłam torebkę.
- Rusz się, Ron, bo się zaraz spóźnimy.
Chłopak nadal milczał. Pozostał w tej samej pozycji, co dwie minuty wcześniej. Zaczęłam się martwić, że coś się stało w pracy. Weasley wydawał się być zagubiony. Podeszłam do niego i położyłam jedna dłoń na ramieniu narzeczonego. Drgnął niespokojnie i odepchnął moją rękę. Poczułam się okropnie.
- Stało się coś? - Spytałam łamiącym się głosem.
- Oczywiście, że nie - odparł rudzielec. Jego nastrój diametralnie się zmienił. Z głębokiego zamyślenia w przypływ entuzjazmu. Dobrze wiedziałam, że to tylko na pokaz. W moim sercu czaił się żal do ukochanego. Nie wiedziałam, dlaczego mnie tak traktował.
- Czy tak ma wyglądać reszta naszego życia? - Wypowiedziałam na głos pytanie, które dręczyło mnie od wielu dni. Dopiero teraz uświadomiłam sobie, jak wiele dzieli mnie i Rona, a mimo to zależy mi, by z nim być. Kochałam go. Był moją pierwszą prawdziwą miłością i nie wyobrażałam sobie życia bez niego. - Ron, czy już zawsze będziemy żyć obok siebie, a nie ze sobą? Będziemy się mijać w kuchni, mówiąc sobie zdawkowane "cześć" nie okazując przy tym żadnych uczuć? Ja tak nie chcę.
- I nigdy tak nie będzie - zapewnił Weasley. Objął mnie zaborczo w pasie i pocałował. Chwilę później teleportowaliśmy się do domu Blaise'a. Powoli i z uśmiechem przeszłam przez szklane drzwi. W środku bawili się głównie Gryfoni z mojego rocznika i kilku innych znajomych z Hogwartu. Dostrzegłam Lunę z Nevillem w kącie pokoju. Byli szczęśliwi jako para i po części im tego zazdrościłam. Po drugiej stronie Dean wesoło rozmawiał z Parvati i Seamusem Finniganami. Oni również nie sprawiali wrażenie zadowolonych z życia. Dean, który był drugim mężem Ginny, nie sprawiał wrażenia załamanego. Rozstali się cztery lata temu i był to najdłuższy związek ich obojga. Do dziś się nie dowiedziałam, co ich podzieliło. Nie miałam jednak czasu na zastanawianie się, bo do mnie podbiegła niska dziewczyna z burzą blond włosów w groszkowej opasce.
- Hermiona! - Pod wpływem uścisku omal nie upadłam. - Mionka, tyle czasu się nie widziałyśmy. Trzeba to nadrobić. W końcu jesteśmy przyjaciółkami. A wogóle, to wszystkiego najlepszego! - Lavender wcisnęła mi do reki niewielką paczuszkę. Otworzyłam ją. W środku były perfumy. Lawendowe.
- Dziękuję, Lav - odparłam sucho, gdy wreszcie blondynka dała mi dojść do słowa.
Nie rozumiałam do końca, co ona tu robiła. Stwierdzenie, że za nią nie przepadałam byłoby niedopatrzeniem. A ona śmiała twierdzić, że jesteśmy przyjaciółkami. Ostatni raz spotkałyśmy się trzy lata temu w Dziurawym Kotle i to przypadkowo. Wtedy bardzo chciałam wyjść z baru i uwolnić się od tej pustej lalki. Teraz również.
- Nawet nie wiesz, jak bardzo się cieszę, że wreszcie się spotykamy. Od ostatniego raz minęło tyle czas. Opowiadaj, co tam u ciebie?
Ron wydawał się być spięty, a jego dłoń coraz mocniej zaciskała się na moim biodrze. Jak widać, nie tylko mnie denerwowała gadanina Brown. Eks Weasleya co chwilę na niego zerkała zalotnie. Powinno mnie to dziwić, ale ona zawsze miała takie spojrzenie. Starałam się zachować spokój, mimo, iż chciałam się stąd jak najszybciej wyrwać.
- Lav, miło było cię spotkać, ale muszę pilnie znaleźć Harry'ego.
Moja wymówka była żałosna. Dobrze o tym wiedziałam, ale nie mogłam już słuchać czczej paplaniny blondynki. Uciekłam, zostawiając dwoje byłych Gryfonów razem. Po kilkunastu minutach wysłuchiwania życzeń, odbierania prezentów i opowiadania o swoim życiu, znalazłam czarnowłosego przyjaciela. Na mój widok twarz bruneta rozjaśnił uśmiech.
- Dowiedziałeś się czegoś? - Spytałam prosto z mostu.
- Herm, nawet w swoje urodziny musisz myśleć o pracy? -Zaśmiał się chłopak.
- Harry, ja ma prawie trzydzieści lat. Jeśli teraz nie pomyślę o pracy, to kiedy? Poza tym na imprezy miałam czas kilkanaście lat temu. Lepiej mów, czy się czegoś dowiedziałeś? - Ponagliłam.
Potter pokręcił głową ze zrezygnowaniem.
- Niestety. John ma objawy niczym ofiara Cruciatusa, ale nie dotarło do nas zgłoszenie o użyciu Zaklęć Niewybaczalnych.
- Czyli to wykluczamy. Nie znam zaklęcia działającego w ten sposób.
- Ja też nie. Przykro mi, Hermiono - w oczach przyjaciela ujrzałam prawdę i smutek. Żałował, że nie mógł pomóc koledze po fachu. Ja też chwilowo miałam związane ręce.
- No cóż - mruknęłam.- Będę nad tym pracować dalej.
- Nie mówmy dziś o pracy - wesoły Blaise zaczął odciągać mnie od Pottera. - Hermi, goście chcą już śpiewać "Sto Lat". Gdzie twój rudziasty chłopak?
Rozejrzałam się wokół. Gdzieś tu powinien być - pomyślałam. Ale nie odszukałam go wzrokiem.
- Znajdę go - zapewniłam wyswobadzając się z uścisku szatyna. Pierwszą propozycją, gdzie może być narzeczony, był ogród. Tam też postanowiłam najpierw pójść. Dotarłam do szklanych drzwi i delikatnie je uchyliłam. Już od progu dobiegły mnie czyjeś ciche, podekscytowane głosy. Nie ujawniając swojej obecności, zaczęłam się przysłuchiwać rozmowie pary.
- Już jej powiedziałeś? - Spytała kobieta.
- Skarbie, zrobię to jeszcze dziś - oznajmił tyczkowaty mężczyzna. W ciemności nie widziałam jego twarzy, tylko zarys sylwetki. - Już niedługo będziemy razem. Obiecuję.
Para złączyła się w namiętnym pocałunku. Przesunęli się na tyle, że zdążyłam ujrzeć skrawek ich twarzy. Mrugnęłam kilka razy powiekami, bo wydawało mi się, że mam przywidzenia. Nie chciałam, żeby to była prawda, ale dowód miałam jak na dłoni. Ostatnie kilka miesięcy przewinęło mi się przed oczami, a ostatnia scena, jednocześnie rozgrywająca się przede mną, była dla mnie szokiem.
- Ron? - Spytałam głucho, tępo patrząc w przestrzeń za dwojgiem ludzi.

.jpg)
.jpg)