Od dwunastu lat, czyli od zakończenia bitwy o Hogwart, miewałam różne koszmary związane z wojną. Ten dzisiejszy sen był na tyle przyjemny, że wypoczęłam jak nigdy. Wiedziałam jedno, ten dzień musi być inny, lepszy.
Nie chcąc już dłużej o tym rozmyślać, wstałam i skierowałam się po cichu do łazienki. Wiedziałam, że mój narzeczony, Ron, nie lubi, gdy rano hałasuję. Pozwoliłam sobie na chwilę relaksu pod prysznicem i wyszłam owinięta ręcznikiem. Tego dnia postanowiłam się ubrać w kolorze morskim. Żakiet, buty, torebka i pasek, a do tego biała bluzka, granatowe dżinsy i nowy zegarek.
Cieszyłam się, że od pewnego czasu zamiast szopy mam względnie okiełznane włosy. Zostawiłam je rozpuszczone, chociaż wiedziałam, że w pracy je zwiążę. Nim zrobiłam makijaż, umyłam zęby i twarz. Chłodna woda podziałała orzeźwiająco. Dopiero wtedy spostrzegłam, że jest za dziesięć piąta. Wybiegając z sypialni, pocałowałam Rona w policzek. Musiał być zmęczony po nocnej zmianie, skoro nawet nie zareagował, więc nie chciałam go budzić. Wpadłam do kuchni, chwyciłam jabłko, które od razu wylądowało w torbie i teleportowałam się do Świętego Munga.
Pracowałam na oddziale Urazów Pozaklęciowych jako jedna z najlepszych uzdrowicieli w szpitalu. Lepszy był tylko mój ordynator z którym walczyłam o stołek niecałe pół roku temu. Mimo porażki utrzymywałam z nim pozytywne, wręcz przyjazne stosunki. Zawsze myślałam, że to dupek, ale zmienił się. O tak... Po wojnie każdy z nas się zmienił i żałował wcześniejszych wyborów.
- Cześć, Blaise - przywitałam się wesoło z mijanym, ciemnoskórym przełożonym. Zatrzymał się.
- Proszę, proszę, Granger. Wiesz, że jest pięć po piątej? Spóźniłaś się - zrobił poważna minę.
- Serio? - Przestraszyłam się konsekwencji. Pierwszy raz coś takiego się wydarzyło.
- Luz, Granger. Nie wywalę cię za coś takiego. W końcu jesteśmy przyjaciółmi. No i zszargałbym tym opinię szpitala - mrugnął porozumiewawczo. Uśmiechnęłam się szeroko. - Idź się przebrać. Kwadrans temu przyjąłem aurora, który mocno oberwał jakąś klątwą. Obejrzyj go, bo ja nie mam czasu.
Skinęłam głową i wykonałam polecenie. Włożyłam biały fartuch, spięłam włosy, a następnie odnalazłam kartę i salę nowego pacjenta. Był to młody szatyn, ale konkursu piękności by nie wygrał. Mężczyzna leżał sztywno , oddech miał płytki, a wzrok utkwiony w suficie. Można by go uznać za martwego, gdyby nie reakcja na moją osobę.
- Nie! nie! Nie podchodź! Nie dotykaj mnie! - Z nieruchomej postaci zmienił się w nieokiełznanego szaleńca. Zaczął się rzucać na łóżku i machać rękami. Uderzenie było nieuniknione. Dostałam w policzek z taką siłą, że odskoczyłam do tyłu. Nie chciałam używać zaklęć uspokajających, ale nie zostawił mi wyboru. Wyjęłam różdżkę zza fartucha, jednak nie byłam zmuszona użyć zaklęcia, bo do sali wpadł wysoki, dość przystojny chłopak o złocistych włosach. Przytrzymał pacjenta podczas, gdy ja otrząsałam się z szoku.
- Cholera, Granger, rusz się po jakieś eliksiry - warknął ledwo dając radę wzburzonemu pacjentowi. Jego mięśnie wyraźnie się zarysowały pod szarym T-shirtem, a ton głosu wydawał się być dziwnie znajomy.
Wybiegłam do magazynu i chwyciłam eliksiry na uśpienie. Po powrocie wlałam je do ust mężczyźnie. Od razu zasnął. Milczałam, patrząc na wybawcę.
- Tak, Granger. Nie ma za co. Nie dziękuj - zakpił.
- I nie zamierzam, Malfoy.
***
- Ale ja nadal nie rozumiem, co tu robi ta tleniona fretka.
- Wypraszam sobie - zawołał blondyn. - Moje włosy to naturalny blond. Tylko ostatnio troszkę ściemniały.
- Może się przyznasz, u jakiego fryzjera byłeś? - Odgryzłam się.
- Dobrego. Nie stać cię.
- Skończcie! - Zawył Zabini. - Hermiono, Draco będzie u ciebie na stażu. Masz mu pomóc się odnaleźć w szpitalu.
Blaise powtarzał to już trzeci raz, a ja i tak nie przyjmowałam tego do wiadomości.
- Zabini, jeśli myślisz, że pomogę temu arystokratycznemu idiocie to się srogo mylisz - zwróciłam się do szatyna.
- To nie jest przyjacielska prośba, Hermiono. To polecenia służbowe - oznajmił z dziką satysfakcją.
Popatrzyłam na nich ze złością i wstałam. Przy drzwiach rzuciłam tylko:
- Rusz się, Malfoy. Chcę widzieć, jak masz dość tej roboty.
- Twoje niedoczekanie, Granger - rzucił zagadkowo blondyn.
***
W moim opowiadaniu Hermiona wygląda tak:
A Draco tak:

.jpg)
.jpg)
Witaj :) Pytałaś się jak ja to robię, że mi tak wychodzi? Mi się wydaje, że jest to kwestia wyobraźni i prawie trzyletniej praktyki pisarskiej. Pamiętaj, że ćwiczenie zawsze sprzyja pisaniu.
OdpowiedzUsuńPrzejdę jednak do rozdziału i napiszę jak go widzę z mojego punktu widzenia. Nie chcę Ci oczywiście niczego narzucać, ale chciałabym zwrócić na niektóre sprawy uwagę.
- Trzy lata po skończeniu szkoły Hermiona i Blaise pracują na bardzo wysokich stanowiskach. Gdyby zamiast 3 było… no co najmniej z 15 lat, to ten pomysł byłby bardziej wiarygodny. Medycyna jest baaardzo trudną dziedziną. Samo wykształcenie zajmuje dwa razy tyle lat. Można sobie wyobrazić, medycyna magiczna byłaby z pewnością jeszcze trudniejsza. Pomysł nie jest głupi. Jest na to tylko za wcześniej. To nie są Simsy :p
- Narracja jest pierwszoosobowa. Nie twierdzę, że lubię pisać w takiej formie, bo jest bardzo trudna, bo wszelkie pisarskie niedociągnięcia, które zdołaliśmy ukryć w narracji trzecioosobowej wychodzą na wierzch. Jednym słowem wymaga to sporego wyczucia.
" Był to młody szatyn, ale konkursu piękności by nie wygrał." Czy mówimy tu naprawdę o Hermionie? Odrzućmy to. Czy naprawdę mówimy o magomedyku na wysokim stanowisku? Wątpię czy nawet stażysta miał czas na takie próżne i pozbawione profesjonalizmu rozmyślania. Dalsze zdania utwierdzają mnie w tym myśleniu jeszcze bardziej.
- Kolejna rzecz, która mnie osobiście baaardzo irytuje, to obrazki. Nie oszukujmy się. Gdy tylko widzę blogi, na których znajdują się zdjęcia ubrań czy jakiś budynków, to najczęściej nawet nie zaczynam czytać, bo ustawienie takich zdjęć jest zwykłym pójściem na łatwiznę. Nie mam do Ciebie żalu, bo wiem, że jesteś nowa i powielasz te głupie pomysły. Gdy zaczynałam, to również powtarzałam takie głupie schematy, które można znaleźć pod tym adresem. http://niepoznane.blogspot.com/search?updated-max=2014-01-06T09:47:00-08:00&max-results=1&start=2&by-date=false
Al jak już wspominałam. Własny styl opracuje się z biegiem czasu. Nic nie przychodzi od razu. Niemniej warto wyeliminować te obrazki, bo uwierz mi. Opisy ubrań nie są w opowiadaniach tego typu takie ważne. Zauważ, że w moim poprzednim opowiadaniu bądź miniaturkach znajdziesz dużo takich opisów ubrań, a w nowym opowiadaniu jest ich maluśko. Zazwyczaj wstawia się takie opisy, gdy coś do fabuły wnoszą. Mnie osobiście interesuję bardziej jakaś akcja bądź dialog między bohaterami niż jakiś rozległy opis stołu.
- Opisy przeżyć wewnętrznych są u Ciebie (wbrew narracji) bardzo ubogie. Właściwie opisujesz reakcję Hermiony na obecność Dracona tylko w dialogach. Nie patrz przy tym na mnie, bo u mnie jest tych opisów za dużo i czasami nie potrafię się hamować :D Wystarczyło jednak kilka zdań i tekst już miałby ręce i nogi. W przyszłym rozdziale możesz nadrobić ten zagubiony opis.
- Na końcu jeszcze dodam, że Malfoy wygląda strasznie niemalfoyowato.
W każdym razie pisz dalej. Jestem pewna, że kiedy się przyłożysz porządnie do pisania, to i notki będą coraz lepsze. Ja życzę Ci tego z całego serca :)
Dziękuję za te cenne uwagi. Postaram sie do nich zastosować na ile tylko będzie to możliwe. Twój komentarz uświadomił mi, że dużo muszę jeszcze poprawić i będę się starała do tego dążyć.
UsuńP.S. Wyłącz w ustawieniach weryfikację obrazkową. Być może wtedy pojawi się więcej komentarzy.
OdpowiedzUsuń