- Halo?
- Cześć, Harry. Spałeś?
- Przysnęło mi się. Coś się stało? Zwykle nie dzwonisz o tak bezbożnych porach.
- Przepraszam. To może głupie, ale właśnie wróciłam z pracy, a Rona jeszcze nie ma. Zawsze był przede mną.
Harry nie odpowiadał przez dłuższy czas. Zaczęłam się martwić, że coś się wydarzyło, ale przecież byłam w szpitalu i nikogo nie przywieźli z wypadków, a Potter by mnie powiadomił wcześniej.
- Harry, czemu nie odpowiadasz?
- Zamyśliłem się. Ron pewnie został dłużej w pracy. Ostatnio coraz częściej mu się to zdarza.
Z namysłem trawiłam słowa przyjaciela. Chłopak wypowiedział je wolno i cicho, jakby bał się ich znaczenia. Wyczułam, że nie mówi mi całej prawdy. Nigdy nie umiał mnie okłamać. Niestety, byłam zbyt zmęczona, żeby podważać wersję Pottera. Podziękowałam za informacje, życzyłam dobrej nocy i się rozłączyłam. Wzięłam prysznic, poszłam do łóżka, leżałam, nie chcąc zasnąć, ale i tak nie doczekałam powrotu narzeczonego.
***
- W ramach naszej wielkiej przyjaźni zapraszam was dziś do siebie na małe spotkanie - oznajmił zadowolony z siebie Blaise. Ja i Malfoy patrzyliśmy z politowaniem na przełożonego.- Małe spotkanie? - Spytałam z przekąsem. Mężczyzna pokiwał ochoczo głową. - Zabini, mówisz tak co tydzień i każde z tych spotkań kończy się wielką imprezą.
- To wina gości, nie moja - obronił się szatyn. - A wspomnisz o imprezie swojej rudej przyjaciółce?
- Blaise, kanalio, zawsze wiedziałam, że lubisz mnie ze względu na moje chody u Ginny - zaśmialiśmy się. - Tak, wspomnę jej. A teraz muszę iść do pacjentów.
Otworzyłam drzwi i wyszłam.
- Dziś o 19! - Zawołał za mną Zabini.
Jako pierwszego miałam odwiedzić rzucającego się pacjenta. Teraz stale był podłączony do eliksirów nasennych. Przynajmniej dopóki nie zidentyfikuję rodzaju rzuconej na niego klątwy. Idąc do jego sali, mijałam przeszklone drzwi za którymi leżeli państwo Longbottom. Przy nich wytrwale, jak co tydzień, siedział Neville. Chciałam odejść, ale chłopak mnie zauważył. Podniósł się z krzesła i wyszedł na korytarz.
- Dziś mają lepszy dzień - zaczął. - Czuję to - skinęłam głową. - Mam wolne. W soboty opuszczam Hogwart, żeby tu do nich przyjść. Mówię do nich, ale nie wiem, czy mnie słyszą.
Położyłam dłoń na jego ramieniu.
- Na pewno cię słyszą i doceniają to, co dla nich robisz.
- Hermiono, czy dla nich jest jeszcze jakaś szansa? Czy wyjdą z tego?
Spuściłam wzrok. Nie chciałam go okłamywać i robić zbędnej nadziei, ani pogarszać jego stanu.
- Neville, wiesz jak jest - zaczęła powoli. - Minęło prawie 30 lat. Jeśli jest szansa to niewielka.
- Dziękuję - zrobiłam zdziwioną minę. - Za to, że mnie nie oszukujesz. Inni uzdrowiciele powtarzają, że trzeba czekać. Ale ja już mam dość czekania.
Nie wiedziałam, co powiedzieć. Wszystko wydawało się być banalne. Po prostu pokiwałam głową i zostawiłam byłego Gryfona samego. Weszłam do sali zajmowanej przez aurora. Nadal leżał nieruchomo i patrzył w sufit. Nie spał.
- Co się stało? - Spytałam nie oczekując odpowiedzi. Mężczyzna się nawet nie poruszył. Tylko leżał. Sprawdziłam parametry i podeszłam do drzwi.
- On wróci - usłyszałam chrapliwy głos pacjenta. Spojrzałam na niego, lecz ten pozostał w bezruchu, jak gdyby nigdy nic.
Szybko wyciągnęłam komórkę z kieszeni fartucha i wybrałam numer Pottera. Drugi raz w ciągu ostatniej doby.
- Co jest, Herm?
- Nie interesuje mnie, co teraz robisz, ale przyjedź do Świętego Munga.
- Stało się coś? - Zaniepokoił się Harry.
- Wczoraj nam przywieźli aurora. Możesz go zidentyfikować? Może też rozpoznasz klątwę.
Kwadrans później obserwowałam, jak przyjaciel przerażony podbiega do aurora. Był zrozpaczony.
- Nazywa się John Stark. Ma 25 lat, żonę i trzyletnią córeczkę.
- Wiesz, co go trafiło Rozpoznajesz urok?
- Nie - pokręcił głową. - Postaram się to rozpracować. Jeśli się czegoś dowiesz... Zrób wszystko, by mu pomóc. Poinformuję Anne - brunet złapał się za głowę. - Przecież ona się załamie.
- Niech się ze mną skontaktuje w sprawie męża
Mimo tej małej długości rozdział nawet mnie zaciekawił, a zwłaszcza ta sprawa z pacjentem. Twój tekst ma potencjał. Nie widziałam też, żebyś robiła jakiś karygodnych błędów gramatycznych. Tylko się nie załamuj i pisz dalej :)
OdpowiedzUsuńNawet nie zdajesz sobie sprawy, jak mnie budują Twoje komentarze. Mam nadzieję, że następne notki będą lepsze :)
OdpowiedzUsuń